
Trzeba wyjaśnić pewne nieporozumienie. Nie jest tak, że Jezus fruwał sobie w chmurach przez czterdzieści dni od chwili Zmartwychwstania, a w międzyczasie pojawiał się uczniom na oczy. Za każdym razem przychodził do uczniów z nieba. Teraz wstępuje do Ojca definitywnie. I zostawia nam zadanie do wykonania, a także obietnicę swojej nowej formy bliskości.
